|

Lizaki, cukierki nasączane narkotykami.
Prawda, czy fałsz?
Takie rewelacje często słyszymy z mediów. Co
jakiś czas widzimy w telewizji lub czytamy w
prasie o bezwzględnych dealerach zdobywających
nowych konsumentów przez podawanie dzieciom
lizaków lub cukierków nasączanych różnymi
narkotykami. Zakładając, że takie zdarzenia
miały miejsce nie należy z tego czynić reguły,
gdyż należy wiedzieć, że osoby zajmujące się
narkobiznesem, to nie są ignoranci, czy ludzie
mało inteligentni. Często są to ludzie
wykształceni, znający realia społeczne i
ekonomiczne. Wiedząc o tym, łatwiej nam będzie
zrozumieć, że nie muszą się posuwać do tak
bezwzględnych sposobów na zdobycie nowych
klientów, gdyż są o wiele łatwiejsze patenty
na zdobycie klienteli.
Nie będę ze zrozumiałych
względów opisywał tych sposobów, lecz dodam
tylko, że to klienci sami jak na razie szukają
dostawców nie mogąc nastarczyć z dystrybucją.
Sytuacja, że jest za dużo towaru przytrafia się
niezwykle rzadko, a nie przesadzę, że o takiej
sytuacji jeszcze przez ostatnie 11 lat jak
zajmuję się problemem nie słyszałem. O wiele
częściej zdarza się tzw. "posucha".
Z zupełnie innych powodów przyjmowanie słodyczy
od obcych jest niebezpieczne i należy dzieci
przed tym przestrzegać, lecz mówienie o tym w
kontekście narkotyków jest zwykłym, omówionym
w poprzednim punkcie, nadużyciem.
Znam przypadki przyjęcia jakiegoś narkotyku
wbrew własnej woli, lecz zawsze był to tzw.
wygłup, kiepski żart z kogoś przeważnie
znajomego. Pilnowanie swojego drinka, czy piwa
na nieznanej imprezie jest ważne z zupełnie
innych powodów, o których teraz nie będę
pisał. Z takimi działaniami handlujący
narkotykami nie mają wiele wspólnego. Wnioski?
To prawda, ale nie należy czynić tego
argumentu w profilaktyce, bo to zbyt marginalna
sprawa.
|