Straszenie potencjalnych konsumentów, może ich zniechęcić do "brania" narkotyków. Prawda, czy fałsz?

Istnieje konieczność, aby nad tą tezą się zastanowić, gdyż sporo osób sądzi, że jest to założenie słuszne. Najpierw należałoby się bliżej przyjrzeć terminowi "straszenie". Założenie jakie się czyni, to wiara w to, że wywoła się u osoby poddawanej straszeniu, przerażenie lub chociaż obawy o ewentualne negatywne konsekwencje, złych naszym zdaniem, posunięć. Założenie i koncepcja są słuszne, lecz musi być spełniony bezwarunkowo pewien warunek. Osoba zniechęcająca powinna być wiarygodna. Im bardziej będzie nas przekonywał ktoś, kto nie cieszy się zbyt wielkim szacunkiem, czy autorytetem, tym większa szansa, że osoba straszona, jeszcze bardziej się zachęci do zrobienia czegoś, przed czym próbuje ją uchronić ktoś straszący.

Przykładem są napisy na paczkach papierosów informujące o wielu chorobach jakie grożą ludziom palącym nikotynę, lub wszelkie kampanie antynarkotykowe, które poza wzrostem społecznej świadomości o istnieniu problemu nie wpływają bezpośrednio na zmniejszenie ilości osób sięgających po narkotyki.

Jedynym rozwiązaniem jest mówienie prawdy na temat środków odurzających. Nie wolno w żadnym wypadku manipulować pewnymi argumentami, selektywnie je dobierając na swój użytek, bo w taki sposób na pewno od razu stracimy wiarygodność, a tak czynią teraz zarówno ci, którzy walczą z narkotykami, jak i ci, którzy chcą ich używać. Mając za rozmówców młodych ludzi należy z nimi dyskutować o narkotykach tylko wtedy, jeśli się jest absolutnie pewnym swoich racji i jeśli się ma poczucie kompetencji, najlepiej zweryfikowanych przez osoby profesjonalnie zajmujące się profilaktyką i pracą z narkomanami.

Z przerażeniem dowiedziałem się ostatnio, że wymaga się od nauczycieli w różnych szkołach, tworzenia programów profilaktycznych. Odnosząc się z całym szacunkiem do nauczycieli, twierdzę, że przyniesie to więcej szkody niż pożytku. Próbuje się kosztem szkoły, jak najmniejszym nakładem środków, załatwić problem profilaktyki, nie angażując w to specjalistów. Aby kompetentnie traktować problem uzależnień i móc skutecznie edukować w tym zakresie, nie wystarczą dobre chęci i skończone kursy i szkolenia. Do tego niezbędne jest doświadczenie i praktyka zdobyta w pracy z osobami uzależnionymi, najlepiej wieloletnia. Nie wystarczy też znać się na samych środkach odurzających, lecz należy znać też mechanizmy decydujące o powstawaniu uzależnień, tzw. czynniki psychospołeczne, wiedzieć jakie umiejętności należy kształtować, aby zminimalizować niebezpieczeństwo pojawienia się "chęci brania". Ważna jest też sama postawa osoby prowadzącej takie zajęcia. Jej stosunek do życia i do narkotyków. Czy osoba paląca papierosy jest wiarygodna? Czy osoba lubiąca alkohol, jest wiarygodna? Czy osoba agresywna, z wyższością odnosząca się do swoich słuchaczy jest wiarygodna? Czy osoba wyznająca teorię, że " ryby i dzieci, głosują nie mają", jest wiarygodna? Czy osoba nie radząca sobie ze swoim własnym życiem jest wiarygodna? Te pytania, jak i wiele innych bardzo mocno ograniczają grono osób, które mogłyby się zajmować profilaktyką wśród młodzieży. Nie wystarczy być byłym narkomanem, znającym się na ćpaniu, jak również nie wystarczy być świetnym teoretykiem i znawcą psychologii, aby być wiarygodnym dla młodzieży. Nie należy być zbyt pewnym siebie, ale też nie można być zbyt wystraszonym. To wszystko reguluje tzw. "złoty środek".

Należy więc wiedzieć, że samo straszenie jest bez sensu, a idąc na zajęcia być też otwartym na to co się słyszy od młodzieży, przekazując wiedzę starać się też uczyć od tych, których chcemy edukować. Nie należy się wstydzić, że się czegoś nie wie, bo tylko będąc naturalnym budujemy swój wizerunek jako osoby wiarygodnej.

Wszechwiedzącym młodzi ludzie niezbyt ufają. Dystans do samego siebie i pokora bardzo się przydają w pracy z młodzieżą.



copyright 2002 narkotyki.com.pl