|

Jednorazowe spróbowanie heroiny nie grozi żadnymi
konsekwencjami. Prawda, czy fałsz?
Absolutna nieprawda. Ci, którym się tak wydaje
są w wielkim błędzie, grożącym bardzo
przykrymi konsekwencjami. Mówiąc o heroinie
należy pamiętać, że walka z nią jest tak
trudna, bo jest to środek dający bardzo wiele
przyjemnych doznań. Jak pisze Witkacy w
"Narkotykach niemytych duszach",
"znika całe zło" i to w przypadku
morfiny, słabszej około 10 razy od heroiny.
Lecz cena jaką się płaci za kilka chwil
euforii jest przerażająca. Heroina jest to
narkotyk, który się bierze codziennie, albo
wcale. Decydując się na spróbowanie tej
substancji, liczyć się należy z tym, że
trzeba to będzie robić już do końca życia.
Niektórym wydaje się to niemożliwe i
koniecznie chcą przekonać siebie i innych, że
z nimi będzie inaczej. W tym momencie spotyka
ich bardzo przykra niespodzianka. Tracą wolność
i po pewnym czasie wszystko co było ważne w
ich życiu, aby na końcu stracić już samego
siebie. Od tej reguły nie ma żadnego wyjątku.
W tym momencie często na spotkaniach z różnymi
ludźmi słyszę, że to nieprawda, bo ktoś
tam, gdzieś tam próbował kilka razy i teraz
jest "czysty".
Nic bardziej złudnego. Jak pisze William
Burroughs w "Cpunie", heroina uzależnia
na poziomie komórkowym. Wchodzi w metabolizm człowieka
wbrew naszej woli. Decyzja o spróbowaniu
heroiny przypomina świadomy wybór o zarażeniu
się wirusem HIV. Z tą tylko różnicą, że
mając HIV można kilkanaście lat żyć jak
normalny człowiek, pracując, ucząc się, jeżdżąc
na wakacje i wycieczki. Będąc zarażonym
wirusem heroiny na to wszystko nie ma się
czasu, ani ochoty. Heroina zachowuje się jak
zazdrosna kochanka lub kochanek . Nie znosi
konkurencji. Najpierw eliminuje wszystkie inne
narkotyki, aby następnie wyeliminować potrzeby
wyższego rzędy, takie jak zainteresowania,
hobby, pragnienie rozwoju intelektualnego, potem
rozprawia się z przyjaciółmi i znajomymi, którzy
nie biorą, bo tacy stają się heroiniście
niepotrzebni. Z kolei usuwa szkołę, studia,
pracę, bo są stratą czasu. W następnym
etapie likwiduje życie emocjonalne i duchowe,
gdyż heroinista nie potrzebuje ani miłości,
ani seksu. Staje się dosłownie i w przenośni
warzywem. Heroina w klasyfikacji ważności
potrzeb staje się istotniejsza od jedzenia i
picia. Najpierw "działka", a potem
reszta spraw.
Dlaczego tak mocno ta substancja wnika w
strukturę świadomości? Z tego powodu, że
nasz mózg produkuje swoją własną heroinę,
zwaną endorfinami. Są to tzw. hormony szczęścia,
których produkcja zostaje zaburzona, a w
konsekwencji całkowicie zaprzestana, w momencie
pojawienia się heroiny w organizmie człowieka.
Cały problem polega na tym, że w momencie
odstawienia opiatów, nie od razu mózg wznawia
produkcję endorfin. Trwa to w zależności od
wielu czynników takich jak staż brania
heroiny, cech osobniczych pacjenta, jak i tego,
czy klient stosuje terapię, czy nie, od kilku
miesięcy do nawet półtora roku. Kiedy brakuje
endorfin, człowiek jest poddany ciągłym
wahaniom nastroju i nękany jedną, prześladującą
go myślą:"wziąć heroinę....".
Obsesyjność tej dręczącej myśli jest dla
niektórych nie do zniesienia.
Dlatego tak mało osób "wychodzi" z
uzależnienia heroinowego. Jest to wartość rzędu
4-5%. W sensie psychicznym heroinę ma się w
sobie do końca życia. Znam relacje osób, którym
śni się ona po 17 latach nie brania. Są
osoby, którym się śni po jednorazowym wzięciu
przez kilka lat. Ta substancja to prawdziwe
monstrum, z którym nie można wygrać bez
pomocy specjalisty. Pomocny w tym jest lek o
nazwie Nalorex, którego używanie jest
sensowne, tylko wtedy, gdy uczestniczy się również
w terapii. Branie Nalorexu to wieloetapowa
kuracja wymagająca prowadzenia przez specjalistę.
Nie powinno się brać tego leku na własną rękę,
bo to strata pieniędzy i czasu.
|